INDONEZJA, CZYLI TAM I Z POWROTEM

dnia

To, co Wam tu opiszemy wydarzyło się całkiem niedawno. Miesiąc temu, 24.08.2018 r.,  po raz drugi wyruszyłyśmy w drogę z Poznania do Weluli, by tam na drugim końcu świata robić to, co kochamy. Zgodnie ze słowami św. Teresy z Kalkuty, które przyjęłyśmy za nasze motto:

Ty możesz zrobić to, czego ja nie potrafię. Ja mogę robić to, co tobie się nie udaje. Wspólnie możemy dla Pana Boga dokonać czegoś zupełnie niemożliwego.

każda z nas ma swoją przestrzeń, w której się realizuje. Dla Marysi jest to stomatologia, dla Karoliny fizjoterapia. Oby dwie lubimy wykorzystywać naszą wiedzę, doświadczenie i umiejętności, by pomagać ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. Mamy świadomość, że nie zmienimy całego świata, ale cieszymy się z każdego człowieka, którego świat zmienił się choć odrobinę po spotkaniu z nami.

Można powiedzieć, że w tym roku wracałyśmy w znane nam już zakątki świata. I owszem krajobraz, klimat czy język nie dziwiły nas już tak bardzo jak dwa lata temu. Jednak Indonezja jest krajem o wielu twarzach, więc bliżej nam do stwierdzenia, że pojechałyśmy w znane nieznane. Wyjeżdżając do tego nieprawdopodobnego państwa lepiej już na wstępnie pogodzić się z tym, że w Indonezji istnieją światy i sposoby życia, których zwyczajnie nie zrozumiemy i nie poznamy. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę, że podróż na drugi koniec świata jest podróżą nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. I nie mamy tu na myśli zmiany strefy czasowej. Jak najbardziej skrócenie albo wydłużenie dnia o 6 godzin daje się trochę we znaki, ale zdecydowanie bardziej uderzające jest przeniesienie się w czasie o jakieś 100 – 200 lat wstecz. Podczas gdy my właściwie zawsze i wszędzie biegniemy, goniąc za pieniędzmi i marząc o chwili odpoczynku, w ciągu normalnego dnia życie w Weluli biegnie powoli. Właściwie niezależnie o jakiej porze dnia przejeżdża lub przechodzi się przez wioskę większość jej mieszkańców siedzi na werandzie albo na progu domu metodycznie i niespiesznie oddając się codziennym obowiązkom, jakby tylko czekając, żeby z kimś napić się kawy i poplotkować. To zderzenie dwóch skrajnych mentalności potrafi czasem nieźle dać w kość białemu człowiekowi z Europy, zwanego przez Indonezyjczyków „bule”.

Ale dość już tych wywodów o wszystkim i o niczym, przejdźmy do krótkiego podsumowania projektu „Poznaj Weluli” vol. 2. Nie będziemy omawiać tutaj wszystkich poszczególnych elementów składających się na tegoroczne doświadczenie misyjne, gdyż ugrzęzłybyśmy w różnorodności podejmowanych przez nas działań. Trudno nam jednoznacznie określić specyfikę naszej pracy w Weluli. Nasz plan musiał być dość elastyczny, żeby nie powiedzieć spontaniczny, tak by można było dostosować go indonezyjskiej rzeczywistości i różnych zmiennych okoliczności tj. przerw w dostawach prądu, opóźniających się środków transportu czy pojawienia się niespodziewanej możliwości wypożyczenia i wykorzystania specjalistycznego sprzętu stomatologicznego. W skrócie możemy powiedzieć, że przeprowadziłyśmy szkolenia teoretyczne i praktyczne dla młodzieży, którego celem było szerzenie świadomości na temat higieny jamy ustnej oraz profilaktyki bólów kręgosłupa. Wielu pacjentów otrzymało też pomoc dentystyczną i fizjoterapeutyczną. Również ponad 100 dzieci z Klaretyńskiego Oratorium „Dobroć i Radość” miało okazję wziąć udział w zajęciach ruchowych i będzie mogło korzystać z przywiezionego przez nas sprzętu rehabilitacyjnego, który udało nam się zakupić dzięki Waszej hojności.

Z perspektywy działania w Indonezji niecałe 3 tygodnie wydają się być zdecydowanie zbyt krótkim czasem, by sprostać indonezyjskim wyzwaniom. Podobnie jak 2 lata temu wracamy z przekonaniem, że nasz projekt to jedynie mała kropla w oceanie potrzeb mieszkańców Weluli. Dla nas natomiast ten czas był całkiem sporą falą na morzu doświadczeń, która napotykając na swojej drodze różne sytuacje i przeszkody, nieraz wzburzała się, szkoląc nas w cierpliwości, konsekwencji i wytrwałości w podjętej decyzji, ale także asertywności i chyba przede wszystkim zaufaniu Panu Bogu.

Gdybyśmy miały streścić czas naszego wyjazdu w 3 słowach, brzmiałyby one tak: przybyłyśmy, pomogłyśmy, wróciłyśmy… Taka nasza Indonezja, czyli tam i z powrotem.

Pozostając w morskiej tematyce, zakończymy cytatem Grace Murray Hopper`a:

Statek jest bezpieczny w porcie, ale nie po to buduje się statki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s