START

Gdy w poniedziałek popołudniu przyjechałyśmy do Weluli czekało nas miłe powitanie w indonezyjskim stylu: 8 dziewcząt tańczących i grających na małych bębenkach wyszło nam naprzeciw, a za nimi 2 z tacką, na której leżały tkane szaliczki. Po wręczeniu tych podarunków zostałyśmy zaproszone do domu na małą bananową ucztę: pyszne smażone banany (pisang goreng)i gotowane banany w cieście i liściu bananowym czekały na nas na stole. Klaretyńska wspólnota Sióstr, do której przybyłyśmy liczy 3 siostry, 6 aspirantek i 12 kandydatek do zgromadzenia(!).
Po ogarnięciu sprzętu stomatologicznego i przygotowaniu kącika fizjoterapeutycznego w oratorium „Dobroć i radość” to właśnie Siostry jako pierwsze zostały zapoznane z przywiezionym przez nas sprzętem oraz ćwiczeniami i zabawami, do których można go wykorzystać. Oczywiście nie są to nasze jedyne zadania tutaj w Weluli. Marysia dba o piękne uśmiechy młodych Indonezyjek, usuwając ze pomocą sprzętu przywiezionego z Polski (dzięki uprzejmości gabinetu Stomatologia Persona) złogi kamienia nazębnego i poddziąsłowego z ich zębów, co jest jednym z głównych problemów tutejszej społeczności jeśli chodzi higienę jamy ustnej. Natomiast Karolina codziennie odwiedza Faldo, młodego Indonezyjczyka, a także innych potrzebujących pomocy fizjoterapeutycznej ludzi w okolicy, starając się poprawić ich stan zdrowia. Warunki pracy znacznie odbiegają od znanych nam europejskich standardów, ale nie zraża nas to do podejmowania prób pomocy w takim zakresie w jakim jest to tu możliwe. Pewną barierą jest także język. Mało kto z mieszkających w Weluli osób zna angielski. Właściwie jedynym językiem, w jakim można się tu bez problemu porozumiewać jest indonezyjski, stąd wielkie podziękowania należą się s. Joannie, która niestrudzenie dzieli obowiązki przełożonej wspólnoty i naszego tłumacza.
Odnosimy wrażenie, że Indonezyjczycy bardzo lubią imprezować. Przez 4 dni naszego pobytu w Weluli byłyśmy już na 2 imprezach: 50-leciu małżeństwa Bapa Bona i Mama Oliva i mszy 40 dni po śmierci nieco ponad rocznej dziewczynki. Należy nadmienić, że imprezy tutaj przebiegają w bardzo specyficzny sposób. Na początku Msza Święta pod wielkim namiotem przy domu rodziny, której dotyczy święto, masa przemówień, na których wszyscy siedzą jak na indonezyjskim kazaniu, poczęstunek dla zgromadzonych gości, a na koniec zazwyczaj jest czas na tańce.
W tym roku jest jeszcze jedna rzecz, która nas prześladuje w Indonezji, oprócz ryżu naszego powszedniego. Są to przeurocze stworzonka zwane karaluchami. Pierwszego spotkałyśmy na Bali i od tego czasu nie ma dnia, żeby jakiś nie przyszedł do nas w odwiedziny. Możecie wierzyć lub nie, ale są ogromne (5-6 cm nie wliczając w to czułek) i równie ogromnie obrzydliwe, dlatego nie pytajcie ile ich mamy już na sumieniu. W sumie będziemy wdzięczne jeśli westchniecie do św. Franciszka, żeby oszczędził nam już ganiania po pokoju za karaluchem, a skubane szybko biegają…
Tyle wieści z początków naszej tegorocznej działalności w Weluli. Teraz znów jesteśmy w Atambua, ale za moment wracamy do naszej górskiej wioski prowadzić zajęcia dla dzieci. Oj, będzie zabawa! Oj, będzie się działo!
Pa!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s