TEATR SACRUM I PROFANUM

Bali, Kuta – wyspa marzeń czy kurort stworzony na potrzeby turystki, w którym znajdziesz wszystko, czego szukasz?
Chcesz zobaczyć wyjątkową przyrodę z bujną tropikalną roślinnością, malowniczymi jeziorami i tarasami ryżowymi? Nie ma problemu…
Masz ochotę poznać ciekawą balijską kulturę, zobaczyć tysiące hinduistycznych świątyń lub obejrzeć tradycyjny teatr cieni – wayang? Możesz…
Chcesz odpocząć i, leżąc na plaży, zażywać kąpieli słonecznej, popijając soki ze świeżych owoców? Ok, choć czasem mogą Ci w tym trochę poprzeszkadzać przechodzący wzdłuż plaży handlarze obnoszący się z koszykami na głowie, oferując balijskie rozmaitości…
Marzysz o tym, żeby nauczyć się surfować? Mniej lub bardziej profesjonalnych szkół surfingowych w okolicy nie brakuje, a wręcz wyrywają sobie klientów z rąk…
Masz ochotę na wycieczkę lekko podnoszącą adrenalinę w ofercie last minute np. nurkowanie, lot na paralotni, wizyta w safari zoo itd.? Na każdym zakręcie (a nieraz nawet częściej) mijasz tu informację turystyczną, z której bombardują Cię pytaniami: „Hello! Want trip tommorow?”
Chcesz rzucić się w wir zakupowego szaleństwa? Do wyboru do koloru – począwszy od przyulicznych sklepików, których właściciele niestrudzenie zapraszają Cię do środka: „Hi darling, just have a look” po znane Ci dobrze centra handlowe wyposażone w najbardziej znane i lubiane marki…
Nie masz ochoty albo siły iść dalej? Spokojnie, po drodze na pewno zaczepi Cię jeden z tutejszych taksówkarzy proponując przejażdżkę samochodem albo motorem…
Lubisz nocne klubowe imprezy? Po zachodzie słońca życie z plaży przenosi się do różnego rodzaju knajpek, restauracji czy dyskotek oferujących różnorodną muzykę, więc bez problemu znajdziesz coś dla siebie…
A może potrzebujesz odrobiny relaksu? Na każdym kroku znajdziesz tu salon masażu albo może nawet szybciej eksperci w tej dziedzinie znajdą Ciebie, przekrzykując się jeden przez drugiego: „Massage, manicure, pedicure”…
Cóż… Nie taką Indonezję poznałyśmy i, szczerze mówiąc, tęsknimy za indonezyjskim klimatem bez tych komercyjnych naleciałości. To, co można zobaczyć, przechadzając się typowo turystycznymi alejkami (szczególnie wzdłuż wybrzeża), to tylko teatr sacrum i profanum. Jednak jak wejdzie się w głąb lądu, to pomiędzy wierszami zachodnich konwenansów, można dostrzec prawdziwe indonezyjskie życie. Czasem trzeba się trochę nachodzić, czasem wstać wcześnie rano, żeby dotrzeć do miejsc nieprzesiąkniętych do szpiku kości kulturą masową. Parę razy w ciągu naszego pobytu w Kucie udało się nam podejrzeć mieszkańców Bali niejako od kuchni. Bardzo miło wspominamy wizytę na tradycyjnym bazarze, który jest otwarty od 3:00 – 4:00 nad ranem do 7:00 – 8:00 rano (czyli wtedy, kiedy gasną neony turystyki). W tłumie ludzi, zgromadzonych na jednym ze skrzyżowań, odnalazłyśmy stoiska ze świeżymi owocami, warzywami czy innymi tutejszymi wyrobami (bo jak na indonezyjski targ przystało można się na nim zaopatrzyć praktycznie we wszystko). Na obiady również wybieramy się do małych miejscowych restauracyjek. W Kucie nie brakuje restauracji oferujących kuchnię włoską, niemiecką czy chińską, ale my tak przyzwyczaiłyśmy się do indonezyjskich dań, że wolimy zjeść tutejszy fastfood, czyli porcję ryżu np. z tempe, warzywami i kawałkiem dobrze wysmażonego mięsa zawiniętą w brązowy, papierowy rożek. W takich nieskomercjalizowanych miejscach znajomość języka angielskiego niewiele daje, dlatego bardzo pomocne są dla nas ułamki indonezyjskiego, które było dane nam poznać (co nie zmienia faktu, że gestykulacja pozostaje nieodłącznym elementem komunikacji).
Oczywiście oprócz włóczenia się po zakamarkach Kuty korzystamy z uroków plaży. Nie bardzo przepadamy za leżeniem plackiem na piasku, w związku z czym preferujemy aktywny wypoczynek. Większość naszego plażowania spędzamy w morzu, mierząc się w dość nierównej walce z falami. Nauka surfowania, a tym bardziej pierwsze próby stania na desce, to dobra szkoła cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu. Co wcale nie zmienia faktu, że wyłapywanie fal, a szczególnie jazda na fali to niezła zabawa. A czasem kiedy na horyzoncie pojawia się większa fala w głowie nuci się melodia:
„Kiedy fale mórz chcą porwać mnie
Z Tobą wzniosę się, podniesiesz mnie…
Panie Królem Tyś spienionych wód
Ja ufam Ci – Ty jesteś Bóg.”
Jednak nasz pobyt na Bali nie ogranicza się tylko do nadmorskiej miejscowości, jaką jest Kuta. Dzięki firmie Lombok Tour & Travel – Wakacje w Indonezji (www.lombok.pl) zobaczyłyśmy parę bardziej znanych miejsc tj: grobowce Królów Gunung Kawi, świątynię świętych źródeł Tirta Empul, świątynię Tanah Lot zwaną również świątynią zachodzącego słońca oraz małpi las w miejscowości Ubud.
I tą odrobiną relaksu kończymy nasze miesięczne doświadczenie misyjne w Indonezji. Jutro już nasz ostatni dzień w tym niesamowitym kraju…
Do zobaczenia w Poznaniu!

PS Na dworcu autobusowym wylądujemy w środę o godz. 23:30. Na wszystkich, którzy przyjdą nas przywitać czeka niespodzianka!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s